O 9:25 w dni powszednie podejrzewam, że jestem robotem. Albo to, albo porywają mnie obcy i przerzucają w czasie - wstecz. Budzik, leki, woda na herbatę, jedzenie do pracy, śniadanie. 9:00. Oczyszczanie, nawilżanie, soczewki, zęby, makijaż, gdzieś tam po drodze włosy. 9:25, ani minuty później.
 |
foto: madam z. |
Z końcem września twarz mi tężeje, mózg robi się ołowiany, stawy jakby nienaoliwione. Nie mam mocy, ale prę do przodu, bo tak
mnie zaprogramowali trzeba. Jestem pewna, że gdzieś tam, kiedyś - może nawet niedawno - uśmiechałam się szczerze, wstawałam wcześniej, żeby pojeździć, wracałam do domu później, za to przez las. I nagle, nagle, grzęznę na chwilę w sklepowej kolejce, wchłania mnie czarna dziura, jest 18:30, jestem głodna, wewnętrznie płaczę i nie mam siły podnieść nogi. System mi się resetuje, zabiera mnie ufo, przygniata mnie grawitacja.
Kiedy dzwoni budzik, przez 20 minut leżę w łóżku. Czytam przy jedzeniu i
udaję, że ten artykuł w przeterminowanych "Wysokich Obcasach" wciągnął
mnie tak, że nie mogę się oderwać. 9:01. Oczyszczanie, nawilżanie,
soczewki, zęby, makijaż wyjątkowo obfitszy niż podkład i róż, gdzieś tam
po drodze włosy. 9 do cholery 25. Zabij mnie teraz.
A pomyśl, jakby to była 5:25. Nikt Cię nie będzie zabijać, głuptasie. Stój, jak stoisz.
OdpowiedzUsuńGdyby to była 5:25, to byłoby jeszcze bardziej przykre. Cmok.
UsuńPrzeczytałam już wszystko. Czekam na nowe. Rozumiem, że ręka, no ale... Ręko, ogarnij się!
OdpowiedzUsuńRęka, noga, mózg na ścianie, rąbek u spódnicy. :*
Usuń