środa, 1 lutego 2017

końcowe odliczanie

Moje życie jest uwalane szminką. Taką z promocji Rossmanna za 6 zł, którą wrzuciłam do torebki z myślą, że co dwie godziny będę biegać do łazienki i poprawiać makijaż, a którą parę dni później znalazłam z popękanym opakowaniem, rozsmarowaną po wszystkich ważnych rzeczach, które codziennie noszę ze sobą. Wycierając chusteczką tłustą, ciemną czerwień z dokumentów, kluczy i słuchawek myślę o tym, jak często oszukuję samą siebie postanowieniami, które błyskawiczne łamię. Po dwóch praniach szara czapka nadal ma nieciekawy czerwono-różowy wzór. Wyrzucam czapkę. Wyrzucam szminkę.

Dwa dni później sięgam do torebki po portfel. Jest umazany czymś tłustym, tym razem w kolorze morelowym. To postanowienie sprzed roku. Wiesz, że będę co dwie godziny biegać do łazienki i poprawiać makijaż. You know the drill. Nie mam już chusteczek, wycieram portfel i dłonie wnętrzem rękawiczki.

Metafora mi się rozjeżdża.

Wzięłam na siebie więcej, niż mogę w tym momencie udźwignąć, ale nadal mniej, niż biorą inni. W związku z tym chowam rzeczy do zrobienia głęboko w czeluściach chmury danych. Jeśli ja ich nie widzę, to znaczy, że one nie widzą mnie. Spotkamy się później. Kiedy już deadline, który sama na siebie nakładam, będzie przekroczony tak, że zauważą to nawet inni.

Pierwsze miejsca listy przebojów z 31 stycznia 1987 roku to:
3. Madonna - True Blue
2. Europe - The Final Countdown
1. Kult - Krew Boga.

piątek, 11 listopada 2016

Dwa kroki od blokowiska

Lubię takie dni, jak dzisiaj. Miasto wycisza się, uśpione zamkniętymi sklepami. Nad pustymi ulicami unosi się mgła. Listopadowy mróz wypuszcza chmury z ust nielicznych przechodniów. Spokój. Spowolnienie.

foto: madam z.

wtorek, 8 listopada 2016

Filmy, które musisz obejrzeć, jeśli mamy się dalej kumplować

Jestem bez-na-dziej-na, jeśli chodzi o przyswajanie rzeczy. Czytam książki i natychmiast o nich zapominam. Mogę obejrzeć film w sobotę i w poniedziałek mieć w pamięci czarną dziurę na temat tych dwóch, trzech godzin. Po niedługim czasie tytuły nic mi nie mówią, postaci pamiętam jak przez mgłę, a z fabuły - coś tam było. Jednym okiem wpadło, drugim wypłynęło.

Czasami, w bardzo określonym splocie okoliczności i stanów emocjonalnych, te przyswajane rzeczy jednak ze mną zostają i to jest święto, które należy celebrować. W ostatnim czasie obejrzałam kilka filmów, które nie tylko zapadły mi w pamięć, ale poruszyły mnie na tyle, że mam ochotę wpychać je wszystkim do gardła, bo to takie dobre. I jeśli chcesz się ze mną dalej kumplować, lepiej sprawdź poniższe tytuły.

The picture is unrelated // foto: madam z.