miszowaty ostatnio napomknął coś, że plusem nieniejszego bloga są cwane komentarze. nie wierzę w to, bo misz był podpruty.
w dzisiejszym odcinku, jak przystało na socjolożkę, zajmę się chwytami reklamowymi.
jak wiadomo: wszystko, co migocze- przyciąga wzrok, a wszystko, co zagraniczne- jest zajebiste. właściciele budki z kebabami przy al. Piastów trochę przesadzili z zastosowaniem obu koncepcji, skutkiem czego powstało to:

zdjęcie zrobione w dzień nie oddaje ani odrobinę uroku tego blichtru, migoczących lampek, dyskretnego niby złota i ogólnego przepychu. na budę naskarżył
GDR!zasadę "przesadnie dużo wszystkiego" wyznaje również właściciel sklepu z odżywkami dla sportowców w przejściu podziemnym pod al. Wyzwolenia. mnie
kulturyści ogólnie przerażają, na tych plakatach dodatkowo mają srogie miny i nie zniweluje tego dopisane "mój malutki" ani dorysowany irokez. a was? zachęca? :)

istnieje jeszcze jeden chwyt reklamowy, który jest niezawodny, jednakże tylko w jednym jedynym miejscu- na Wielkim Pomorzu, czyli GROSSE VORPOMERN (niech żyje!). żaden szanujacy się Wielkopomorzanin nie oprze się zakupowi mebli, noszących tak piękne nazwy.

mebli szukał Michał zwany Czarnym (a dziś pewnie Czarnym Mikołajem, taki dzień)
innym sposobem przyciągnięcia klientów jest zaintrygowanie. tak, tak, proszę państwa, stawiajmy na oryginalne i niebanalne pomysły, nie wstydźmy się eksperymentów.

właściciel kawiarni baru Pasat w Trzebieży odurzył swój namiot rozweselaczem, ryzykując powikłania, a wszystko to KU WASZEJ UCIESZE!*
na ul. Jagiellońskiej znaleźć można rewolucję w kwestii obsługi klienta!

gdzie jeszcze napotkasz pląsające ekspedientki?**
kluczem do sukcesu finansowego jest również nietypowa usługa. na 5go Lipca można na ten przykład skorzystać z tego:

w ofercie dziury w brzuchu i inne radości ***
(tak, pod napisem widać odbicie moich aryjskich, stworzonych do rodzenia aryjskich dzieci bioder, oraz fantastycznych, długich, przyciętych nóg lol)
czego natomiast NIE ROBIMY- nie nadajemy produktom nazw mylących, na boga! to niedopuszczalne.

blaza NIE JEST domeną człowieka ożywionego napojem energetyzującym, drogi producencie!
na koniec coś, co wprawiło mnie w konfuzję wczoraj, kiedy wracałam autobusem z uczelni. otóż w notce o wyborach mogliście państwo obejrzeć nową powierzchnię reklamową szczecińskiej komunikacji miejskiej, w postaci dyndadełek do trzymania się. dyndadełka rozmiarów imponujących nie są, toteż reklama musi być zwięzła. Simplusowi wyszła tak zwięzła, że przez pół godziny widziałam tylko to, co napisane największymi literami i do głowy przychodziły mi takie sformułowania jak: "lol", "pieprzeni faszyści", "śmierdzę, więc nie macie dla mnie oferty", "okurwalol, ale chamskie" itp.
w zbliżeniu reklama traci na uroku, ale szacun się należy.

wszystkie obrazki z wyjątkiem wesołego namiotu pochodzą ze Szczecina.
* tak naprawdę tego nie zrobił, ale nazwa ładna
** no, rusz wyobraźnią MOGŁOBY TAK BYĆ! i nazwa to sugeruje jak cholera
*** j.w.