Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ojczyzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ojczyzna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 listopada 2012

Na święto narodowe

Na zakończenie podniosłego święta narodowego (piszę to jeszcze w październiku, nie wiem więc, jaki był przebieg obchodów w tym roku; mam nadzieję, że burzliwy) postanowiłam zaprezentować Wam parę refleksji na temat kondycji kraju i jego obywateli.
Na pierwszy ogień idzie Wrocław, który ustami Martyny ze Zdrady Pałki wieszczy najgorsze:
krótko mówiąc - zguba. Na szczęście łódzka ulica proponuje rozwiązanie, a mianowicie - przeniesienie stolicy do Gdańska, "kolebki mótacji hitlerowskiej"
Łódź, Narutowicza/Zachodnia (zdjęcie podesłał Wojciech Yeld Bugno).
I chociaż wydawać by się mogło, że winne są esbeckie media...
Wrocław (zdjęcie od Martyny, j.w.)
...to nie ma się co oszukiwać, za wszystko odpowiada
Bytom (zdjęcie przysłał Inżynier Karwowski)

niedziela na Gagarina

Niedzielne poranki bywają ciężkie, z resztą, całe rzesze obywateli szczerze nie znoszą niedziel jako takich. A niesłusznie, niesłusznie, bo tylko w niedziele warszawska ul. Gagarina ma dla nieszczęsnych coś dobrego:
Zaintrygowana pytałam autora zdjęcia, Michała, o jaką ulgę chodzi, finansową na kebab, czy psychiczną ogólną. Odpowiedź brzmi: "w tych okolicach to zniżka na kebaba = ulga psychiczna" i ma to sens.

środa, 7 listopada 2012

Dzieje się wiele - odcinek gościnny

Zdjęcie podesłał Czarny, który gościł na rcmm już nie raz.
Tym razem spłynęła nań łaska kaszubska, owocując bogatą w doznania ścianą w miejscowości Charzykowy.
Kliknijcie na zdjęcie, żeby je powiększyć i doznać pełni błogosławieństwa, od Ligi Obrony Kraju Klubu Płetwonurków "Wodnik", przez grzybki, sceptyczne spojrzenia i komentarze ("trochę to wam słabo wyszło"), manifesty anarchistyczne i wyznania seksualne.

Tu Charzykowy nieco się uspokajają, ale nie dają o sobie łatwo zapomnieć (mnie prześladuje ten rysunek, co to jest? Żołnierz? Robocop?)
Popek mówi Waka Waka.
Edycja: na kilku frontach wytknięto mi, że to nie Robocop, tylko Kapitan Bomba. Przyznaję, kompletnie nie skojarzyłam.

sobota, 3 listopada 2012

Post na każdą okazję: Hubertus

Powoli zaczyna mnie przerastać to, jak bardzo mam dla Was zdjęcie na każdą okazję...
3 listopada to dzień Świętego Huberta. Przy okazji zaczyna się jesienno - zimowy sezon polowań i jest pretekst do chlania - wesołe święto Hubertus (w zeszłym roku szczecińscy myśliwi na ołtarzu katedry (jak najbardziej katolickiej, nie w świątyni staropogańskiej) złożyli ciało młodego dzika. How awesome is that?

Kwestię zabijania (zwierząt i nie tylko) pozostawiam, oczywiście, do indywidualnego osądu (mnie np. zastrzelone zwierzęta leżące przy szlaku spacerowym nie napawają radością) - my tu o ulicy. A ulica mówi tak:
(Szczecinek, sklep myśliwski niedaleko dworca)

środa, 22 sierpnia 2012

Uprzejmie donoszę...

...że czujemy się dobrze, ale jest problem z Kowalskim, bo:
Prosto z Torunia donos od Życzliwego przekazała Siostra.

czwartek, 7 czerwca 2012

koniec jest bliski

7 czerwca 2012, na ulicach polskich miast pochody zombie (w tym nie zobrazowany jeszcze w popkulturze typ - małe zombie sypiący kwiatki). W mediach od dłuższego (jak na media) czasu wojna o to, czy prezydent USA jest tylko nieukiem, czy może celowo nawrzucał historii Polaków. Tymczasem w Pabianicach, na ulicy nazwanej imieniem polskiego papieża, wróżba Apokalipsy:
Patrzę i patrzę, i nie mogę pojąć: czy istnienie synagogi szatana jest powodem nadejścia Mesjasza? Czy on do tej synagogi nadchodzi? Zdjęcie podesłał kamil misiek.

środa, 11 kwietnia 2012

Dziadu z lasu przedstawia: rucham was miasta

Dziadu słynie z tego, że jest z lasu, a poza tym to spoko gościu i podesłał mi ostatnio parę zdjęć fajnych rzeczy. Pozwoliłam sobie pokręcić przy kontrastach i innych takich, żeby lepiej widoczne były treści, mam nadzieję, że autor nie strzeli za to foszka.
Zaczęło się od zdjęcia z dworca w Tłuszczu:
LUBIĘ PLACKI HUJWDUPEPOLICJI. Wspaniałe połączenie sympatii i antypatii, w dodatku przywodzące na myśl inne wyznanie kulinarne (patrz zdjęcie 2).
W pakiecie mailowym od Dziada znalazła się jeszcze dokumentacja zachęty do czynów nieobyczajnych na rogu Stawki i Karmelickiej w Warszawie,
oraz informacja o tym, kim konkretnie jest Allach (oryginał na Dworcu Centralnym w stolicy Polski)
.

czwartek, 22 marca 2012

z archiwum maila III: "Olsztyn co prawda nie jest Nowym Jorkiem"

To chyba rekord- PhunckY przysłał mi dwa maile ze zdjęciami z Olsztyna w połowie 2008 roku. O ile nie mam jakiejś ogromnej dziury w pamięci, która by połknęła fakt publikacji- z pewnością mam w pamięci dziurę, która połknęła istnienie tego materiału. Co jest grzechem o tyle, że materiał jest naprawdę bombowy! Załączam część oryginalnych opisów autora zdjęć.
"rucham miasto moje. doslownie albo deliberacja nt. meandrow zycia plciowego" - Olsztyn, centrum, ulica Mrongowiusza"
""z cyklu: narkotyki w moim miescie - jamajska milosc" - Olsztyn, na Zakladzie Fryzjerskim przy ulicy Mickiewicza"
""z cyklu: narkotyki w moim miescie - jest tanio" - Olsztyn, ulica Mickiewicza"
""Sprzedam kobiete" - kobieta znaleziona na ulicy Glowackiego" (pozwoliłam sobie poedytować fotografię w celu uwydatnienia ogłoszenia, nie wiem, czy się udało- m.z.)
"Przod: drogowskaz, tyl: kotku kocham cie wybacz" - rondo Bema; to jest zabawne zdjecie, albowiem tamten rejon Olsztyna jest dosc szemrany, a tu nagle milosc i empatia" (empatia jak empatia- co do miłości, podobno trafia nawet w największych twardzieli i buraków, więc czemu nie- m.z.)
""Urodzeni by walczyc/Urodziny Zbyszka Kowalczyka" - ulica Zolnierska" (w tym jestem ab-so-lu-tnie zakochana, interakcja jest wspaniała, uwielbiam ludzkość za to, że niektórym elementom się chce, że mają w głowie taką błyskotliwą reakcję i jej nie olewają, jak na przedostatniej focie tu.-m.z.)

środa, 21 marca 2012

z archiwum maila cz.II "krew w żyłach mrożące fallusy"

Wszystkie dzisiejsze zdjęcia pochodzą z licznych wojaży inżyniera Fallusa.

pradawne murale erotyczne w Puszczy Bukowej, c.a. 2006 r.n.e.

parkour! i zrypana ortografia przy schodach Zaciszna/Skargi w Szczecinie

Nowogard, dla odmiany, z ortografią angielską nie ma kłopotów, w dodatku projektuje własne imponujące streetartowe czcionki.

Nowogard nie lubi jednakże Tedego. Albo bardzo, bardzo lubi. Nie jestem pewna. A poniższe zdjęcie jest taką wisienką na torcie- wychowałam się na takich ścianach, na nirvanowej mordce, na anarchiach i szubieniczkach. Wzrusza mnie to, że te wyglądają na w miarę świeże. Nie wiem, może to urok mniejszych miast, gdzie czas wolniej płynie, więc wolniej też zachodzą zmiany, a może jednak pewne zachowania i fascynacje są obowiązkowe i ponadczasowe (aha, akurat, to co było nimi przed nimi?). Tak czy inaczej, Nowogard po raz trzeci:

niedziela, 18 marca 2012

z archiwum maila cz. I

Bez zbędnych wstępów- pierwsza partia pokrytych kurzykiem zdjęć, które nadesłaliście blogaskowi Wy, droga świadomości zbiorowa zwana Odbiorcami. Dziękuję i jak zawsze przepraszam za kieszenie miesiącami (latami!) na dysku.
Kraków, ulica niezidentyfikowana. Do zdjęcia tego sugestywnego prikazu przyznaje się tandem pt. Marta and Handzlor. edycja: HujeNaMurach donosi (donoszą?), że zdjęcie pochodzi z ul. Władysława Syrokomli.
Szczecin, Dąbie- dworzec. Foto wrzuciła na fb, a następnie- dzielnie znosząc moje gwiazdorzenie- podesłała również na maila Ania K. Tekst brzmi jak coś z "Mistrza i Małgorzaty", ale chyba nie jest, co prowadzi do refleksji- czy Woland z kolegami odwiedzili może Szczecin?
Szczecin, pl. Mickiewicza (w odróżnieniu od ul. Mickiewicza znajdujący się w innej części miasta). Nad zapewnieniem o możliwym lepszym świecie- miłość do gryzoni. Zdjęcie od Ani K.
yyy biała magia? Szczecin, Milczańska, "idąc w stronę Mieszka I po lewej przed wiaduktem". Autorem zdjęć jest blokers - szyderca mgr Notodobra.
Odpowiedź brzmi: żeby się przemieszczać. Czy coś. Pociąg relacji nieznanej, zdjęcie od Riota.
Lekko spóźniony, bo Walentynki już były, szablon z Katowic podesłany przez Montera z naPolic nie Polic, tylko Szczecina. Zauważyliście, że chuj nie jest prawdziwym ulicznym chujem, dopóki się go nie napisze przez samo H? Są pewne zasady, których trzymać się trzeba, ta jest jedną z nich. I huj.
Drugi katowicki szablon od Montera. Jako osobę kompulsywnie sprawdzającą Facebooka (też to macie? nic nowego na tablicy, pora zająć się czymś innym- wyłączyć kartę, włączyć nową, wcisnąć "f", kurwacojarobię?) intryguje mnie, czy logotyp jest częścią żabiego szablonu, a jeżeli tak, to dlaczego właściwie i czy to znaczy, że jesteśmy dobrowolnymi więźniami piegowatego chudzielca z żydowskim pochodzeniem? Czy ta żaba z szablonu ma tego świadomość i w związku z tym bardzo sarkastycznie, "with love" podsuwa mi Facebooka do kliknięcia na ścianie? Do zobaczenia na fanpejdżu.

sobota, 14 maja 2011

owocna podróż

byłam kiedyś na urlopie i przywiozłam zdobycze z odległych krain (nie bardzo odległych). oto relacja z podróży.

w pierwszej kolejności udaliśmy się do Ińska poobcować z naturą i odpocząć od drących nam pod szczecińskim oknem mordy matołów. udało się. w Ińsku odnotowałam dość znaczący odsetek znudzonej młodzieży, która popełniła to:
(nie do końca rozumiem, czy lokalni stróże prawa czuwali i nie udało się zrobić sensownego napisu? mam pamiętać z kąd- skądkurwa!- jestem, czy że jestem?)
to bardzo ładna myśl (podejrzewałam nawet, że jest cytatem z jakiś hopsiupów albo współczesnego polskiego rege, ale computer says nooo). na przykład pobicie złodzieja w celu odzyskania skradzionej przezeń staruszcze torebki może się okazać niezgodne z prawem. więc uważajcie.

uwaga, kluczowa informacja do poniższego zdjęcia: napis umiejscowiony na koszu na śmieci!
ha. ha ha. ha ha ha. yyyy...

wszystkie trzy na ulicy Przybrzeżnej w Ińsku.

z Ińska udaliśmy się na przesiadkę do Choszczna, gdzie w skwierczącym upale musiałam sfotografować dworcowe arcydzieła.
ja wiem, antysemityzm nie jest najfajniejszą rzeczą na świecie, ale jak ja mam się nie śmiać z tak radosnego słowotwórstwa?
stosunek choszcznian (?) do Widzewa wydaje mi się być mocno ambiwalentny. bo z jednej strony Żydzew, a z drugiej:
jak czerwony...
...jest Widzew...
...czerwone jest Choszczno! Jeżeli to nie wyraz miłości, to nie wiem, co nim jest.

Choszczno było nam potrzebne, żeby dotrzeć do Poznania, a tam przewodził mi motyw gwiezdnowojenny. najpierw na pętli na os. Lecha:

później na Strzeleckiej
krótka uwaga do tego zdjęcia- uważam, że sfotografowany napis jest prze-u-ro-czy. jak jedni mażą na ścianach nazwy swoich ulubionych zespołów, albo że Kasia kocha Bartka, tak tutaj jakiś fan Lego Star Wars (sama jestem fanką właściwie wszystkich legogier) wyszurał kredą nazwę swojej lubionej gry, lepiej: swojego ulubionego wydania łączącego dwie ulubione gry! bez błędów ortograficznych!
ostatnie zdjęcia popełniłam na znanym już z wcześniejszych wpisów (pamiętacie Spermopija?) przystanku Pestki- na Szymanowskiego.
MAGISTER BLOKERS?! nie mam żadnych pytań.
"pizgać" to jest takie smaczne słowo.


a żeby nie było, że wrzucam same obleśne męty polskich ulic, bardzo ładny szablon z Choszczna:

sobota, 16 kwietnia 2011

starszny wstyd

słuchajcie, słowo na dzisiejszy wieczór, to "burdel". jak w: "burdel na dysku" lub "burdel w głowie". zajrzałam właśnie do jednego z losowo zatytułowanych folderów i znalazłam foty wysyłane mi do publikacji. na przykład z 2008 roku. gratulacje, autorko, jesteś oficjalnie niepełnosprawna umysłowo. way to go.

więc foty od mustakuu z czerwca 2008. przezacny materiał, broni się sam:
Szczecin, okolice Porto Grande, czyli ul. Jana z Kolna, pewnie już nieistniejące.
j.w.
Szczecin, okolice Różanki w Parku Kasprowicza (tunel, jakoby, od wieków tam nie byłam, wstyd i hańba)


idąc za ciosem przejrzałam maila i stwierdziłam, że nie ma się co pierdolić, trzeba wrzucać- póki mam siły- również ostatnie reinforsmencje. salaski jakimś trafem ponownie nawiązuje do jednego z głównych świąt katolickich, tym razem Wielkanoc:
autor zdjęcia informuje, że: "rzecz widnieje na murze okalającym kościół i zespół katolickich szkół ogólnokształcących w Sosnowcu, na Pogoni". zawsze trochę bałam się Ślązaków...
edit: od dziś do fobii etnicznych dochodzi lęk przed Zagłębczanami Dąbrowskimi.

przy okazji obcych narodowości nie można pominąć strasznie fajnego materiału z Serbii, który podesłała natalandic:
dworzec w Nowym Sadzie
j.w.
Nowy Sad
Belgrad. pozwolę sobie zacytować natalandic: "to zdjęcie z najbardziej psychodelicznego ogródka, jaki widziałam, bo oprócz tego wiszącego konika morskiego, w ziemię wbite były te takie plastikowe zabawkowe kręgle i inne ciekawostki rodem z gotyckiej Alicji w krainie czarów". podróże kształcą jak cholera.

kolejne dwa zdjęcia są od Seweryna, pochodzą z 2008 roku i jestem pewna, że jeden z napisów już nie istnieje, więc wiecie, podróż sentymentalna:
Szczecin filar pod Trasą Zamkową. roku pańskiego 2008, bo aktualnie są tam inne rzeczy już (a może ja się, kurde, mylę jednak? ogranięcie to również mit).
co do lokalizacji tego osobistego wyznania nie jestem pewna, strzelałabym Trasę Zamkową albo osiedle Bukowe, więc rozstrzał jest spory raczej jednak.

na koniec największa hańba ze wszystkich zalegających na moim komputerze. fotka od mojego ulubionego informatyka-sekretarki. zapisana na dysku we wrześniu 2008. GDR!u. ja nie mam pojęcia. gdzie. ty. to. znalazłeś!

pozostaje mi jedynie przeprosić za niewybaczalnie długą zwłokę z publikacją. brak mi słów na samą siebie, no.