Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szablony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szablony. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 maja 2017

#ruchamciemiasto: Fabryka Paliw Syntetycznych w Policach

"The whole damn world seemed to have turned upside down in a blink." Joel, The Last Of Us

"Jestem potrzebny" - jeden z najstarszych i najbardziej przejmujących wrzutów w polickiej fabryce //  foto: madam z.

środa, 15 czerwca 2016

#ruchamciemiasto - Berlin w trybie szwendacza

Ostatni raz, jak byłam w Berlinie, nie posiadałam nawet telefonu komórkowego, a cyfrowe aparaty fotograficzne stanowiły dobro luksusowe. Owszem, były takie czasy. Ostatni raz, kiedy byłam w Berlinie, przelewałam Breezera Bacardi do butelek po Fancie i w ten sprytny sposób spożywałam alkohol w towarzystwie Pełnoletnich Opiekunów. Gdyby ktoś - kiedy ostatni raz byłam w Berlinie - powiedział mi, że przez prawie dekadę (!) będę robić zdjęcia ścianom, jak jakiś psychopata i publikować je w internecie, postukałabym się w głowę.
Tak, Berlin leży dwie godziny pociągiem od miasta, w którym mieszkam, o co dokładnie ci chodzi?

Berlin // foto: madam z.

sobota, 1 czerwca 2013

Wpis okolicznościowy: z okazji Dnia Dziecka

Och, jak nam się tu ostatnio świątecznie zrobiło. Co i rusz jakaś okazyjka wpada. Dziś blog o paskudnej, wulgarnej nazwie przygotował - mimo wszystko - coś dla najmłodszych z okazji ich święta!

Drodzy milusińscy, oto żmudne wycinanki z waszymi ulubionymi bohaterami (akurat... teraz to tylko monsterhaje i helołkity) przeniesione na szczecińskie ściany:
 Ciasteczkowy Potwór ("Ulica Sezamkowa", Jim Hanson)/ Szczecin, okolice Chopina (foto moje)

 Dexter ("Laboratorium Dextera", Genndy Tartakovsky)/  Szczecin, ??? (foto moje)

 Jur ("Wilq- Superbohater", Bartosz&Tomasz Minkiewicz) + Too-tiki ("Muminki", Tove Jansson)/ Szczecin, ??? (foto moje)

Puk/Picuś, Munio/Hyś, Kot Tip-Top/Tolek Cacek, Choo Choo, Beny Kuleczka/Benek, Model/Lalek ("Kot Tip-Top", później nazwany "Kocia ferajna",  Hanna-Barbera, po raz kolejny na blogu)/Szczecin, okolice Chopina (foto moje).

A dla nieco starszych dzieciaków  - krokodyl Gienia grający na akordeonie:
Krokodyl Gienia ("Kiwaczek" Eduard Uspienski, Roman Kaczanow) / Szczecin, Krakowska (foto podesłał blakk, lepsza jakość u źródła)

Wszystkiego najlepszego!

sobota, 23 lutego 2013

StreetArt Paris

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią z Facebooka, wrzucam dziś porcję streetartu z Paryża. Wszystkie zdjęcia pochodzą z obszernych zbiorów Patrycji, która (w końcu!) odpala właśnie swój projekt: http://paristreetart.blogspot.fr/.

Poniżej zapowiedź klimatów, jakich można się spodziewać:










Mój faworyt w kategorii "idealna kompozycja":

Mój faworyt w kategorii "aaaaaww":

wtorek, 12 lutego 2013

Ulice Berlina

Dla odmiany od publikowanych tu zazwyczaj mądrości ściennych, kilka ładnych obrazków. Obserwowali, fotografowali i przysłali: Anka&Robe. Kolejność losowa.

 Berlin, miasto kebabów...



A tu co mamy? Coś jakby żaba, ale jednak nie, bo nie ma kończyn (no, prawie), za to wyposażono ją w skrzydła i ucho z penisa. No nie wiem.

Biały miś jest symbolem Berlina.

sobota, 2 lutego 2013

And I think to myself... Mizeria to jest coś!

Włóczysz się po mieście, bo masz wolne przedpołudnie. Deszcz nie pada. Widzisz szablon na ścianie. Podchodzisz zrobić zdjęcie, bo inaczej już się nie da. Na szablonie Louis Armstrong. Obok szablonu komiksowy dymek.
I już wiesz, o czym myślą ludzie o pięknych głosach.

Szczecin, Sikorskiego - rondo przy Turzynie (zdjęcie moje)

UZPEŁNIENIE
W komentarzach na Facebooku Marcin zwany Pasterzem dostarczył kontekst do powyższego zdjęcia: "szablon i dopisek to gdzieś 94-95 rok. fp = felicite pueros, zespół taki co przemek głowa był wokalistą, a mizeria to pankowy dziewczyński zespół". Zawsze trochę mi szkoda odzierania abstrakcji z abstrakcji, ale informacje od Marcina są cenne z punktu widzenia historii miasta.

niedziela, 18 marca 2012

z archiwum maila cz. I

Bez zbędnych wstępów- pierwsza partia pokrytych kurzykiem zdjęć, które nadesłaliście blogaskowi Wy, droga świadomości zbiorowa zwana Odbiorcami. Dziękuję i jak zawsze przepraszam za kieszenie miesiącami (latami!) na dysku.
Kraków, ulica niezidentyfikowana. Do zdjęcia tego sugestywnego prikazu przyznaje się tandem pt. Marta and Handzlor. edycja: HujeNaMurach donosi (donoszą?), że zdjęcie pochodzi z ul. Władysława Syrokomli.
Szczecin, Dąbie- dworzec. Foto wrzuciła na fb, a następnie- dzielnie znosząc moje gwiazdorzenie- podesłała również na maila Ania K. Tekst brzmi jak coś z "Mistrza i Małgorzaty", ale chyba nie jest, co prowadzi do refleksji- czy Woland z kolegami odwiedzili może Szczecin?
Szczecin, pl. Mickiewicza (w odróżnieniu od ul. Mickiewicza znajdujący się w innej części miasta). Nad zapewnieniem o możliwym lepszym świecie- miłość do gryzoni. Zdjęcie od Ani K.
yyy biała magia? Szczecin, Milczańska, "idąc w stronę Mieszka I po lewej przed wiaduktem". Autorem zdjęć jest blokers - szyderca mgr Notodobra.
Odpowiedź brzmi: żeby się przemieszczać. Czy coś. Pociąg relacji nieznanej, zdjęcie od Riota.
Lekko spóźniony, bo Walentynki już były, szablon z Katowic podesłany przez Montera z naPolic nie Polic, tylko Szczecina. Zauważyliście, że chuj nie jest prawdziwym ulicznym chujem, dopóki się go nie napisze przez samo H? Są pewne zasady, których trzymać się trzeba, ta jest jedną z nich. I huj.
Drugi katowicki szablon od Montera. Jako osobę kompulsywnie sprawdzającą Facebooka (też to macie? nic nowego na tablicy, pora zająć się czymś innym- wyłączyć kartę, włączyć nową, wcisnąć "f", kurwacojarobię?) intryguje mnie, czy logotyp jest częścią żabiego szablonu, a jeżeli tak, to dlaczego właściwie i czy to znaczy, że jesteśmy dobrowolnymi więźniami piegowatego chudzielca z żydowskim pochodzeniem? Czy ta żaba z szablonu ma tego świadomość i w związku z tym bardzo sarkastycznie, "with love" podsuwa mi Facebooka do kliknięcia na ścianie? Do zobaczenia na fanpejdżu.

niedziela, 9 października 2011

na wszystkie świętości!

i nadszedł ten dzień, gdy spłynęła na mnie łaska ducha świętego, czy inne licho i ujrzałam na ścianie obraz przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem, a mąż stwierdził, że mnie pogrzało, on nic takiego nie widzi.
Szczecin, Mazurska. szukajcie, a znajdziecie.

nie ściemniam, naprawdę- spojrzałam w górę i zobaczyłam w tych białych plamach święty obrazek, nic nie poradzę. i możecie sobie myśleć, że jestem nienormalna, możecie nawet powiedzieć mi to w twarz, ale Tolkien jest na tak, i mam na to dowody:
Szczecin, Kuśnierska.

a poza tym jebać Sosnowiec
Szczecin, Pocztowa albo Tarczyńskiego, nie pomnę

sobota, 24 września 2011

obrazki bohomazki

jeśli frapuje Was fraza z tytułu, to zagrajcie w Jacka Orlando w polskiej wersji językowej i klikajcie każdy obiekt, który się da, jak podupceni.
a teraz coś z zupełnie innej beczki: ściany.
Glamrury pod Trasą Zamkową. Czy to ma jakiś związek ze Smoleńskiem?
nie do końca ogarniam fenomen, podobno zaczęło się od tego, by następnie wejść do słownika. stare jak "ale urwał", ale na Powstańców Wielkopolskich, koło szpitala, za basenem przeciwpożarowym.
Michael i Heino na Niebuszewie.
stworasek na Mazowieckiej.
i sroga wlekpa na śmietniku na Bohaterów Warszawy w ramach bonusu.

sobota, 30 lipca 2011

zostawić po sobie ślad, nie sikając na ściany

Chodzi o to, że gatunek ludzki, jak i wiele innych gatunków ssaków, ma tendencję do oznaczania terenu. Na szczęście sikanie na ściany i inne obiekty, jak to w zwyczaju mają psy, nie jest AŻ TAK rozpowszechnione. Natomiast często targany potrzebą osobnik gatunku ludzkiego musi wyskrobać w drzewie swe imię, bądź uzewnętrznić swoją obecność na miejskiej ścianie. I czasem okazuje się, że ludzie śmiesznie się nazywają, na przykład:
Chrupek, na Mickiewicza, róg Wojska Polskiego w Szczecinie
Młodzian, na Rayskiego w tymże Szczecinie
Kotlet, w lokalizacji zapomnianej lub
Głowonuk, chyba gdzieś na Piłsudskiego w Szcz.
W strasznie fajnym filmie "Warriors" (a jeszcze bardziej w powstałej na jego kanwie grze) oznaczanie terytorium było istotnym elementem życia terroryzujących Nowy Jork gangów. Zwyczaj nie przyjął się SILNIE w Polsce, jednak można niekiedy odnotować takie przypadki, na przykład w okolicy Unisławy w Szczecinie, gdzie rządzi nie kto inny, tylko:
Banda Chuja, właśnie tak!
A czy wiedzieliście, że z zostawianiem swoich tagów na ścianie wiąże się również niebezpieczeństwo? I nie chodzi bynajmniej o rozpoznanie przez służby porządkowe, gdzieżby. Chodzi o zniewagę, jak na przykład tu:
(Wyzwolenia, Szczecin).
Na koniec zaś zostawiłam dla Was podpisowy klasyk, niemalże miejską legendę, hasło tak znane, że aż wydawałoby się- niemożliwe. Z niejakim smutkiem odnotowuję fakt, iż przedstawiciele młodego pokolenia mogą nie zrozumieć dowcipu, bo zwyczajnie nie mieli okazji oglądać w TV wspaniałego programu przyrodniczo- podróżniczego "Pieprz i wanilia". O tempora, o mores.
(Szczecin, ulica bez nazwy, ślepe przedłużenie Wawrzyniaka. Proszę sprawdzić, ja nie kłamię)

sobota, 14 maja 2011

owocna podróż

byłam kiedyś na urlopie i przywiozłam zdobycze z odległych krain (nie bardzo odległych). oto relacja z podróży.

w pierwszej kolejności udaliśmy się do Ińska poobcować z naturą i odpocząć od drących nam pod szczecińskim oknem mordy matołów. udało się. w Ińsku odnotowałam dość znaczący odsetek znudzonej młodzieży, która popełniła to:
(nie do końca rozumiem, czy lokalni stróże prawa czuwali i nie udało się zrobić sensownego napisu? mam pamiętać z kąd- skądkurwa!- jestem, czy że jestem?)
to bardzo ładna myśl (podejrzewałam nawet, że jest cytatem z jakiś hopsiupów albo współczesnego polskiego rege, ale computer says nooo). na przykład pobicie złodzieja w celu odzyskania skradzionej przezeń staruszcze torebki może się okazać niezgodne z prawem. więc uważajcie.

uwaga, kluczowa informacja do poniższego zdjęcia: napis umiejscowiony na koszu na śmieci!
ha. ha ha. ha ha ha. yyyy...

wszystkie trzy na ulicy Przybrzeżnej w Ińsku.

z Ińska udaliśmy się na przesiadkę do Choszczna, gdzie w skwierczącym upale musiałam sfotografować dworcowe arcydzieła.
ja wiem, antysemityzm nie jest najfajniejszą rzeczą na świecie, ale jak ja mam się nie śmiać z tak radosnego słowotwórstwa?
stosunek choszcznian (?) do Widzewa wydaje mi się być mocno ambiwalentny. bo z jednej strony Żydzew, a z drugiej:
jak czerwony...
...jest Widzew...
...czerwone jest Choszczno! Jeżeli to nie wyraz miłości, to nie wiem, co nim jest.

Choszczno było nam potrzebne, żeby dotrzeć do Poznania, a tam przewodził mi motyw gwiezdnowojenny. najpierw na pętli na os. Lecha:

później na Strzeleckiej
krótka uwaga do tego zdjęcia- uważam, że sfotografowany napis jest prze-u-ro-czy. jak jedni mażą na ścianach nazwy swoich ulubionych zespołów, albo że Kasia kocha Bartka, tak tutaj jakiś fan Lego Star Wars (sama jestem fanką właściwie wszystkich legogier) wyszurał kredą nazwę swojej lubionej gry, lepiej: swojego ulubionego wydania łączącego dwie ulubione gry! bez błędów ortograficznych!
ostatnie zdjęcia popełniłam na znanym już z wcześniejszych wpisów (pamiętacie Spermopija?) przystanku Pestki- na Szymanowskiego.
MAGISTER BLOKERS?! nie mam żadnych pytań.
"pizgać" to jest takie smaczne słowo.


a żeby nie było, że wrzucam same obleśne męty polskich ulic, bardzo ładny szablon z Choszczna: