Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2013

Wpis okolicznościowy: z okazji Dnia Dziecka

Och, jak nam się tu ostatnio świątecznie zrobiło. Co i rusz jakaś okazyjka wpada. Dziś blog o paskudnej, wulgarnej nazwie przygotował - mimo wszystko - coś dla najmłodszych z okazji ich święta!

Drodzy milusińscy, oto żmudne wycinanki z waszymi ulubionymi bohaterami (akurat... teraz to tylko monsterhaje i helołkity) przeniesione na szczecińskie ściany:
 Ciasteczkowy Potwór ("Ulica Sezamkowa", Jim Hanson)/ Szczecin, okolice Chopina (foto moje)

 Dexter ("Laboratorium Dextera", Genndy Tartakovsky)/  Szczecin, ??? (foto moje)

 Jur ("Wilq- Superbohater", Bartosz&Tomasz Minkiewicz) + Too-tiki ("Muminki", Tove Jansson)/ Szczecin, ??? (foto moje)

Puk/Picuś, Munio/Hyś, Kot Tip-Top/Tolek Cacek, Choo Choo, Beny Kuleczka/Benek, Model/Lalek ("Kot Tip-Top", później nazwany "Kocia ferajna",  Hanna-Barbera, po raz kolejny na blogu)/Szczecin, okolice Chopina (foto moje).

A dla nieco starszych dzieciaków  - krokodyl Gienia grający na akordeonie:
Krokodyl Gienia ("Kiwaczek" Eduard Uspienski, Roman Kaczanow) / Szczecin, Krakowska (foto podesłał blakk, lepsza jakość u źródła)

Wszystkiego najlepszego!

niedziela, 31 marca 2013

Wpis okolicznościowy: Wielkanoc

Było to w lipcu 2011 roku. Ekipa bloga Huje na murach spożywała akurat napoje wyskokowe pod stołecznym Mostem Świętokrzyskim, gdy WTEM! objawienie. Ukazał im się kurak, wyjaśniający - jak mogłoby się zdawać - odwieczną kwestię pierwszeństwa. I wszystko pewnie skończyłoby się dobrze, gdyby nie łaska Ducha Świętego (lub wpływ alkoholu na młode mózgi), która objawiła Hujom drugą, równoważną prawdę. Tym samym Huje wraz z resztą wszechświata wpadły w pętlę filozoficzno - teologiczną, którą niniejszym Wam z okazji Wielkanocy prezentuję:

Warszawa, Most Świętokrzyski (zafilozofował, obfocił i podesłał Hujowy blog)
I jeszcze, gwoli wyjaśnienia, oddaję głos autorowi: "jak chodzi o kolejność, to chronologicznie powinno być tak, że najpierw był kurczak. Serio, dopiero z kurczaka się wykluł pomysł, że Pan Jezus powinien to jednak zripostować. Także tego... Tako rzecze historia... Natomiast, jak chodzi o rozmieszczenie na murze, to kurczak był niżej".
Od siebie dodam tylko, że w powyższym sporze muszę zgodzić się z Jezusem - kuraki zaistniały wcześniej, jakoby.

wtorek, 12 lutego 2013

Ulice Berlina

Dla odmiany od publikowanych tu zazwyczaj mądrości ściennych, kilka ładnych obrazków. Obserwowali, fotografowali i przysłali: Anka&Robe. Kolejność losowa.

 Berlin, miasto kebabów...



A tu co mamy? Coś jakby żaba, ale jednak nie, bo nie ma kończyn (no, prawie), za to wyposażono ją w skrzydła i ucho z penisa. No nie wiem.

Biały miś jest symbolem Berlina.

czwartek, 25 października 2012

małe psy najgłośniej szczekają

Dzisiaj dzień kundelka. Kto lubi, ten lubi, kto nie, ten nie, ale mieliśmy na blogu motyw kota, a ja tam żadnych zwierząt nie dyskryminuję, nawet jak mnie obszczekują, kiedy mijam je na rowerze. Typowy kundel - jazgotek uwieczniony gdzieś w okolicy ul. 26 kwietnia w Szczecinie:

czwartek, 18 października 2012

gościnny zwierzyniec

Narobiło się. Zaległości. Skrzynki mailowa i facebookowa zaczęły się przepełniać, zdjęcia w folderze gościnnym zerkać z wyrzutem... Otóż owszem - zerkać miały czym, bo nazbierało się motywów zwierzęcych.
W maju hołubiliśmy wspólnie koty, czworonogi pojawiły się na blogu również podczas konfrontacji Szczecina z Pragą, a Kraków namawial do czczenia kozłów. Były też inne zwierzęta, zaczynam robić odpowiednie tagi do postów, więc jak ktoś jest ciekaw lub nie wierzy, to zapraszam na prawo.
Tymczasem goście. Serię gościnnej zoofilii zaczął Blakk podsyłając zdjęcie, które powinnam była zrobić lata temu - żaby ze szczecińskiego Pogodna:

Dziadu dostarczył bardzo skomplikowaną konstrukcję, łączącą wkurzone ryby z psami (a także policją, Legią Warszawa i seksem analnym):
(Warszawa, ul. Anielewicza).

A teraz przerwa audiowizualna...
...i WTEM! Przenosimy się na Zagnańską w Kielcach, gdzie "w deszczu i upale rozrabiamy dalej, sto protestów i zażaleń ściga nas"...
...czyli bombowy Top Cat ucieka przed policją (która to policja nie zmieściła się na focie podesłanej przez tajemniczego rnlp).
Jeżeli macie koty, które lubią biegać, pamiętajcie o regularnym karmieniu, bo inaczej mogą skończyć jak przycmentarny sierściuch z Warszawy, od pasqda:

sobota, 26 maja 2012

Caturday- motyw kota

udało mi się złapać aparatem kilka tubylczych wizualizacji magicznej istoty "kot". o kotach krążą historie, że to istoty mocno niezależne, a na dodatek srogo sarkastyczne. niezależne do tego stopnia, ze trudno poddają się kategoryzacji, czego dowodzi dramatyczny apel z ul. Broniewskiego w Szczecinie (proszę zwrócić uwagę na portret!)
odsłonę sarkastyczną kota zobrazowały dzikie plemiona Osiedla Kaliny (yup, znowu, ale nie, nie mieszkam w leningradach!). przy wyznaniu miłosnym twarz kota po prawej wyraża skrajne niedowierzanie, ten z lewej tylko ironicznie unosi brew.
wobec apelu o treści "pieniądze dla biednych, nie dla kościołów" kot lewy, awansowany do rangi kota prawego, wydaje się uosobieniem pogardy.
przypominam, iż zblazowane oblicze kota nieustannie prezentuje nam pvek, zaś ludy Ameryki Północnej przekazują sobie legendę o kocie dobrym (acz charakterystyka ta nabyta została przez kota dopiero po, poniekąd, śmierci).

piątek, 13 kwietnia 2012

obrazki (niekiedy z napisami): Szczecin kontra Praga

Pasqd był Pradze (tej czeskiej) i przysłał mi dwa z miliardów (jak mniemam) ustrzelonych tam zdjęć. Dostałam więc szablon, zwracający uwagę na problem agresywnych zwierząt domowych:
I bardzo rozbudowaną historię o społecznej nietolerancji:
(jaką rolę w powyższej przypowieści obrazkowej gra pasiasty człowiek? Czy aby nie zmusza oskarżonej o nierząd listwy do czynów naruszających normy moralno-obyczajowe danej epoki i społeczeństwa w zakresie stosunków seksualnych?)

W odpowiedzi na tę ambitną zawartość postanowiłam zamieścić zdjęcia pokazujące moje najświeższe odkrycia w zakresie kultury obrazkowej Szczecina.
Na ul. Włodkowica portret społeczeństwa z niepochlebną opinią o Pawle:

Na Krakusa, obronna zaczepka garażu o niskiej samoocenie i- na wypadek gdyby pytanie nie starczyło- odstręczający grymas:

Portret władcy ul. Santockiej- Krula Hiszpana Górasa (jeśli wygląda tak, jak to przedstawił artysta, to odczuwam lęk i szacunek):

I na koniec, ważna w świetle lekko już zwietrzałych, lecz nie zapomnianych dyskusji o ochronie praw autorskich przez ACTA- próba odtworzenia logo ulubionej marki/stworzenia marki własnej w oparciu o popularność innej, większej- jak myślicie, czy to etyczne?
(Włodkowica).

poniedziałek, 7 lutego 2011

reinforsmencje

W moim skromnym świecie trwa nadal kryzys ekonomiczno-technologiczny, czyli że mój komputer nie żyje, w związku z czym cierpię na różne dolegliwości, a główną jest niewygoda twórcza. Przekonywanie cudzych komputerów do własnych nośników zdjęć bywa ciężkie. Na szczęście silna grupa wsparcia czuwa i podrzuca mi smakowite losowe kąski. Ja zaś korzystając z chwili nieuwagi konkubenta przejmuję komputer osobisty imieniem Harry, taguję focie na fio-le-to-wa-wo i wrzucam. Smacznego.
powyższą fotkę znalazłam pewnego dnia na mailu, opatrzoną treścią jak następuje: "wybacz chaszcze w pierwszym planie, ale były bardziej kolczaste, niż wyglądają, a z bliższa nie objąłbym całości". Salaski, szanowny autorze fotografii, jak najbardziej wybaczam. Wspominałam już, że kolczastość krzaków wywołuje u mnie dysonans, gdyż zgodnie z sugestią tekstową powinny być buki, jednak bezgłowe kurczę wszystko mi rekompensuje. Wesoły przejaw religijnej abstrakcji mieszka w Katowicach, na rogu "Reymonta i Janusza Ligonia, tj. przy Urzędzie Wojewódzkim". Wierzę na słowo.
Pasqd, jako moje zmyślone rodzeństwo, nigdy mnie nie zawiódł (chociaż, ten torcik wedlowski....?). Tym razem uczynił któryś z szarych dni lepszym, przesyłając mi warszawską potyrałkę pasującą do każdej sytuacji. A wygapił był ponoć na Nowym Świecie.

Nawet dobrze się złożyło, że blutufy się nie zsynchronizowały, bo pewnie kisiłabym te fotki na telefonie przez pół roku. Tymczasem dzięki uprzejmości niejakiego Zuckerberga miałam zaszczyt pobrać w wysokiej rozdzielczości pouczające co ino, które strzelił Fil Fallus na "to jest ta droga z Gocławia ku Policom" czyli ulicy człowieka o wielu członach: Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego. A pzynajmniej tak twierdzą pewne szemrane osobistości.
Negocjuję obecnie kolejne gościnne występy, w tym szacownego szczecińskiego artysty-malarza. Kiszę też trochę towaru na swojej mikro SD karcie. Tymczasem, dopóki bożek złotówek nei ześle mi dwóch stówek na naprawę laptopa, zapraszam na żydowskiego fanpejdża.

piątek, 5 listopada 2010

Przelewice

w jakiś wypizgujący duszę z człowieka jesienny weekend skoczylimy z rodzonym bro i jego rodziną w kierunku natury okiełznanej, czyli do ogrodu botanicznego w Przelewicach. jako, że Wszechświat mnie kocha, podarował mi na wjeździe dary następujące:
na pierwszy ogień podmiot liryczny w emocjonalnej apostrofie informuje M. o swoich wobec niej odczuciach
następnie zaś jakiś bardzo sprytny artysta łapie uwagę odbiorcy obiektem "coś wycieka z dziury w murze"
wycieka dalej
omójbosz, pełzało po chodniku!
to litościwa kobra!
korzystając z okazji- dałam dyla.

środa, 12 maja 2010

señoras y señores! ruchamy Alicante

sponsorem dzisiejszej notki jest Penison Mateos w Alicante, o którym ciężko znaleźć coś w necie, ale który polecam na tani weekendowy nocleg bez wygód w hiszpańskim kurorcie. wydarłszy się z okowów fabryki przypału, madam z. wybyła bowiem na trzydniowy urlaub w kierunku południowo- zachodnim, a zamiast win, serów i owoców morza przywiozła porcję mniej lub bardziej uroczych fotografii naściennych.
[uwaga na marginesie- obniżona aktywność w dziedzinie publikowania na rcmm, nie oznacza obniżonej aktywności percepcyjnej. więcej patrzę na ściany, niż na cokolwiek innego]
a teraz już, senoras y senores, ruchamy Alicante:
wlepken jak to wlepken. motywu rowerowego nie zauważyłam, fotografując,a le widać nie mam szans się od niego uwolnić w najbliższym czasie.
fajny w Alicante jest kompletny brak kontroli i planowania urbanistycznego. rozpiżdżone budynki obok nowych apartamentowców, obok zabytkowych kamieniczek. i życie naścienne raczej nieograniczone.
yeah!
motyw rowerowy 2. nie streetartowy, ale pokażę Państwu tak czy inaczej. na żalucji zasłaniającej wejście motyw powtórzony był w milionowym powiększeniu :)
lekko przesłodzony, ale ładny obrazek, dziewczątko z gitarą, na "wyspie" budzi miłe skojarzenia z tym teledyskiem
klasyczny statement murowy: Zapatero Terrorista
no więc google translator (który umożliwił mi załatwienie noclegu dla 13 osób po rabatowej cenie w trybie korespondencji: ja po angielsku, Jose po hiszpańsku) twierdzi, że nic, tylko red fucking. domyślam się jednak, że chodziło o czerwone kurwy, i to nie panie lekkich obyczajów spieczone na raka.
było tak: Horacy zgubił resztę grupy, od której my odłączyliśmy się wcześniej, i bardzo się ucieszył, kiedy spotkał mnie z mężem. główną kwestią schodzenia z zabójczego zamkowego wzgórza było "chcecie wina?" i częstowanie tabaką. no i lizanie cycka turystki. twierdzi, że nic nie pamięta.
międzynarodowy zabójca na ulicy, która wyglądała faktycznie dość punkowo, a którą Horacy okrzyknął dzielnicą squatów. nie obyło się bez informowania nas o prawie dot. hodowli marihuany w Hiszpanii i wskazywaniu, że na każdym balkonie stoją po trzy krzaki. osobiście nie odnotowałam.
podobno są ludzie, którzy nie potrafią z układów nasprejowanych linii wyodrębnić obrazków. srogo.
nie do końca ogarniam, czy przekaz jest pozytywny (wesołe kolory), czy negatywny (pseudomatrioszkaśmierć, że niby jedynie do niej w życiu dążymy), ale byłam na etapie pstrykania każdej minimalnie interesującej aktywności wandalizacyjnej. dla spostrzegawczych: gdzie jest Wallyracy.
Alan Moore for president i błąd językowy. w sensie, skaszanienie tak klasycznego cytatu jest przeurocze, wyczuwam wiele młodzieńczego zapału.
Bender!
no dobra, smutny clown nie jest przejawem tego, co zazwyczaj jest ruchane na blogasku, ale come on! to smutny clown!
skonfundowane ptaszysko
osobliwe wyznanie miłosne. jak się nad tym zastanowić, wszyscy powinniśmy kochać Noego- uratował ludzkość przed zatopieniem, jak by nie patrzeć.
łysonie. węszyłam adres www do jakiejś fajnej galerii, ale to ślepy strzał, chyba że mi w oczach miga i coś źle odczytuję.
smoczysko ciągnęło się ładnych kilka metrów.
ta ciota Spawn otagowała Alicante!
wkurwione pingwiny nieodmiennie przypominają mi o Lobo i upadłym zinie Tfur. za tym drugim bardzo tęsknię.
o poranku utożsamiam się z tym wyrazem twarzy.

za-je-bi-sty szablon.
coś przedwiecznego w ruinach fortu. w całej tej okolicy byłoby fajniej, gdyby nie biegający po niej łysiejący trzydziestolat, fotografujący wszystko co popadnie bez patrzenia, który słysząc moją rozmowę z mężem z ulgą i radością zawołał "jak miło słyszeć!!!". nie wiem, może się zgubił i od dziesięcioleci krążył po mrocznych zakątkach Alicante nie mając kontaktu z Polakami.
i na sam koniec zwiedzania Alicante z madam z. bardzo ważna informacja:
ZAPAMIĘTAJCIE TO SOBIE!