Pokazywanie postów oznaczonych etykietą murale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą murale. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2016

#ruchamciemiasto - Berlin w trybie szwendacza

Ostatni raz, jak byłam w Berlinie, nie posiadałam nawet telefonu komórkowego, a cyfrowe aparaty fotograficzne stanowiły dobro luksusowe. Owszem, były takie czasy. Ostatni raz, kiedy byłam w Berlinie, przelewałam Breezera Bacardi do butelek po Fancie i w ten sprytny sposób spożywałam alkohol w towarzystwie Pełnoletnich Opiekunów. Gdyby ktoś - kiedy ostatni raz byłam w Berlinie - powiedział mi, że przez prawie dekadę (!) będę robić zdjęcia ścianom, jak jakiś psychopata i publikować je w internecie, postukałabym się w głowę.
Tak, Berlin leży dwie godziny pociągiem od miasta, w którym mieszkam, o co dokładnie ci chodzi?

Berlin // foto: madam z.

sobota, 1 czerwca 2013

Wpis okolicznościowy: z okazji Dnia Dziecka

Och, jak nam się tu ostatnio świątecznie zrobiło. Co i rusz jakaś okazyjka wpada. Dziś blog o paskudnej, wulgarnej nazwie przygotował - mimo wszystko - coś dla najmłodszych z okazji ich święta!

Drodzy milusińscy, oto żmudne wycinanki z waszymi ulubionymi bohaterami (akurat... teraz to tylko monsterhaje i helołkity) przeniesione na szczecińskie ściany:
 Ciasteczkowy Potwór ("Ulica Sezamkowa", Jim Hanson)/ Szczecin, okolice Chopina (foto moje)

 Dexter ("Laboratorium Dextera", Genndy Tartakovsky)/  Szczecin, ??? (foto moje)

 Jur ("Wilq- Superbohater", Bartosz&Tomasz Minkiewicz) + Too-tiki ("Muminki", Tove Jansson)/ Szczecin, ??? (foto moje)

Puk/Picuś, Munio/Hyś, Kot Tip-Top/Tolek Cacek, Choo Choo, Beny Kuleczka/Benek, Model/Lalek ("Kot Tip-Top", później nazwany "Kocia ferajna",  Hanna-Barbera, po raz kolejny na blogu)/Szczecin, okolice Chopina (foto moje).

A dla nieco starszych dzieciaków  - krokodyl Gienia grający na akordeonie:
Krokodyl Gienia ("Kiwaczek" Eduard Uspienski, Roman Kaczanow) / Szczecin, Krakowska (foto podesłał blakk, lepsza jakość u źródła)

Wszystkiego najlepszego!

piątek, 26 kwietnia 2013

Jest takie miejsce

Szczecin (jak pewnie większość polskich miast) ma w sobie dużo dziwnej magii i trzeba tylko (jak pewnie w większości polskich miast) odpowiednio przeprogramować percepcję - zignorować żulerskie klimaty w centrum, otworzyć oko na piękno w brzydocie i takie tam. Wiem, jak to brzmi.
Jest takie miejsce w Szczecinie, które wita wszystkich. I nie chodzi o ścianę naprzeciwko dworca, która pokazuje kto tu rządzi. I nie chodzi mi o wizytówki miasta rodem ze strony Urzędu Miejskiego.
Masz ulicę która - bardzo słusznie - nazywa się Zapadła. Zazwyczaj siedzą tam podpici wędkarze. Ktoś spuszcza olej z samochodu na nielegalu. Wśród śmieci raczej flaszka po jabolu z Biedry, niż zużyte gumki. I siedzisz tam jakiegoś wczesnoletniego dnia, popijasz coś zimnego z bąbelkami, masz przed sobą kawałek Odry Zachodniej, a za Tobą po lewej porządną wizytówkę miasta - tych dwóch koleżków:

Szczecin, ul. Zapadła - nabrzeże (oba zdjęcia moje).
I myślisz sobie: "kuuuurde, TO powinno walić przyjezdnych po oczach".

A na supermegadługi weekend (dla co szczęśliwszych zaczynający się już dziś) polecam wyskok na kajaki jeśli Wasza okolica na to pozwala. Z wody wszystko wygląda lepiej, na przykład - płynących do Szczecina z południa (odpowiednim, ekhm, korytem Odry) witają porządne treści.

czwartek, 21 października 2010

kwartał 21 zabytki i nowostki

Kwartał 21 w Szczecinie jest wytyczony ulicami Obrońców Stalingradu, Śląską, Jagiellońską i Bogusława. Wejście do krainy cudów prowadzi przez boisko podstawówki na Obrońców Stalingradu. Zawsze sobie powtarzam, że jak będę miała więcej czasu, to będę włazić we wszystkie takie miejsca w mieście, a jest ich masa. Do zajrzenia w to konkretne zmusiła mnie sensacja lokalnych mediów, którą linkowałam notkę niżej. Zanim Galeria Misietupodoba wzięła stan ścian w swoje ręce, kamienice oferowały typowy ruchamciemiastowy content:
autografy lokalnych wodzów,
pochodzące od wodzów instrukcje, co należy robić z kim (a propos treści instrukcji- supertiszert,
i noty historyczne (w 1998 roku Westbam odwiedził Szczecin po raz pierwszy. druga połowa lat '90 była w mieście złotą erą techno, na dresiarzy mówiło się "maki", bo podobno przesiadywali w barach Mak Kwak, a buty na piankowych koturnach królowały na ulicach przez wiele długich i zabawnych lat).
Galeria, działająca na deptaku Bogusława, wzbogaciła krajobraz o kawał dobrej sztuki. Jako osoba dwuleworęczna w kwestiach twórczości plastycznej nie mam słów, by wyrazić swój bezdenny szacunek dla autorów.



Niestety, jestem kompletną ignorantką sfery prawdziwego streetartu. Pewnie powinnam znać autora, bo wiele wskazuje na to, że to nie jedyne jego (jej?) prace w mieście, ale nie znam. Chętnie oddam sprawiedliwość i zedytuję notkę, jeśli ktoś będzie tak dobry i mnie oświeci.
EDIT: Au-tor! Au-tor! Niejaki Krik

szkic (+"jebać krystian". liek- fuck the christians?)

Glamrury
Sepe, Sainer, Lump i Chazme.
Dziadowską jakość zdjęć sponsorował Corby.

PS: Dziękuję serwisowi vlepvnet.bzzz.net, za krótkiego arta o blogasku. Licznik oszalał.

środa, 12 maja 2010

señoras y señores! ruchamy Alicante

sponsorem dzisiejszej notki jest Penison Mateos w Alicante, o którym ciężko znaleźć coś w necie, ale który polecam na tani weekendowy nocleg bez wygód w hiszpańskim kurorcie. wydarłszy się z okowów fabryki przypału, madam z. wybyła bowiem na trzydniowy urlaub w kierunku południowo- zachodnim, a zamiast win, serów i owoców morza przywiozła porcję mniej lub bardziej uroczych fotografii naściennych.
[uwaga na marginesie- obniżona aktywność w dziedzinie publikowania na rcmm, nie oznacza obniżonej aktywności percepcyjnej. więcej patrzę na ściany, niż na cokolwiek innego]
a teraz już, senoras y senores, ruchamy Alicante:
wlepken jak to wlepken. motywu rowerowego nie zauważyłam, fotografując,a le widać nie mam szans się od niego uwolnić w najbliższym czasie.
fajny w Alicante jest kompletny brak kontroli i planowania urbanistycznego. rozpiżdżone budynki obok nowych apartamentowców, obok zabytkowych kamieniczek. i życie naścienne raczej nieograniczone.
yeah!
motyw rowerowy 2. nie streetartowy, ale pokażę Państwu tak czy inaczej. na żalucji zasłaniającej wejście motyw powtórzony był w milionowym powiększeniu :)
lekko przesłodzony, ale ładny obrazek, dziewczątko z gitarą, na "wyspie" budzi miłe skojarzenia z tym teledyskiem
klasyczny statement murowy: Zapatero Terrorista
no więc google translator (który umożliwił mi załatwienie noclegu dla 13 osób po rabatowej cenie w trybie korespondencji: ja po angielsku, Jose po hiszpańsku) twierdzi, że nic, tylko red fucking. domyślam się jednak, że chodziło o czerwone kurwy, i to nie panie lekkich obyczajów spieczone na raka.
było tak: Horacy zgubił resztę grupy, od której my odłączyliśmy się wcześniej, i bardzo się ucieszył, kiedy spotkał mnie z mężem. główną kwestią schodzenia z zabójczego zamkowego wzgórza było "chcecie wina?" i częstowanie tabaką. no i lizanie cycka turystki. twierdzi, że nic nie pamięta.
międzynarodowy zabójca na ulicy, która wyglądała faktycznie dość punkowo, a którą Horacy okrzyknął dzielnicą squatów. nie obyło się bez informowania nas o prawie dot. hodowli marihuany w Hiszpanii i wskazywaniu, że na każdym balkonie stoją po trzy krzaki. osobiście nie odnotowałam.
podobno są ludzie, którzy nie potrafią z układów nasprejowanych linii wyodrębnić obrazków. srogo.
nie do końca ogarniam, czy przekaz jest pozytywny (wesołe kolory), czy negatywny (pseudomatrioszkaśmierć, że niby jedynie do niej w życiu dążymy), ale byłam na etapie pstrykania każdej minimalnie interesującej aktywności wandalizacyjnej. dla spostrzegawczych: gdzie jest Wallyracy.
Alan Moore for president i błąd językowy. w sensie, skaszanienie tak klasycznego cytatu jest przeurocze, wyczuwam wiele młodzieńczego zapału.
Bender!
no dobra, smutny clown nie jest przejawem tego, co zazwyczaj jest ruchane na blogasku, ale come on! to smutny clown!
skonfundowane ptaszysko
osobliwe wyznanie miłosne. jak się nad tym zastanowić, wszyscy powinniśmy kochać Noego- uratował ludzkość przed zatopieniem, jak by nie patrzeć.
łysonie. węszyłam adres www do jakiejś fajnej galerii, ale to ślepy strzał, chyba że mi w oczach miga i coś źle odczytuję.
smoczysko ciągnęło się ładnych kilka metrów.
ta ciota Spawn otagowała Alicante!
wkurwione pingwiny nieodmiennie przypominają mi o Lobo i upadłym zinie Tfur. za tym drugim bardzo tęsknię.
o poranku utożsamiam się z tym wyrazem twarzy.

za-je-bi-sty szablon.
coś przedwiecznego w ruinach fortu. w całej tej okolicy byłoby fajniej, gdyby nie biegający po niej łysiejący trzydziestolat, fotografujący wszystko co popadnie bez patrzenia, który słysząc moją rozmowę z mężem z ulgą i radością zawołał "jak miło słyszeć!!!". nie wiem, może się zgubił i od dziesięcioleci krążył po mrocznych zakątkach Alicante nie mając kontaktu z Polakami.
i na sam koniec zwiedzania Alicante z madam z. bardzo ważna informacja:
ZAPAMIĘTAJCIE TO SOBIE!

środa, 12 sierpnia 2009

hytsz!

jest takie miejsce w Poznaniu, gdzie kupujemy z pizzę- na osiedlu Lecha, nawiasem mówiąc, tuż obok mojego ulubionego napisu o pasterce, przysłanego przez Sis. za każdym razem, kiedy idę z samochodu do pizzerii, zachwycam się i trzymam kciuki, żeby zły duch remontu nie zajrzał tam. nie wiem, kto to wymaział, ale ślady tego stylu widać w całym Pzn, a mi serduszko pika wesoło nad prostotą i geniuszem.
widok ogólny:] :
krowa <3! :

i megamistrz onomatopei:

środa, 30 maja 2007

rcmm: ucząc - bawi, bawiąc - uczy

Dziś, zajmiemy się nauką języków obcych. Na początek, obrazek:
Szczecin, ul. Kostki Napierskiego // foto: madam z.


I czas na edukację:
(ang.) vi wulg. pierdzieć | n wulg. pierdnięcie [za: Uniwersalny słownik angielsko-polski Copyright by Wydawnictwo HaraldG (aut. Andrzej Kaznowski) na http://www/ling.pl]

Grafika naścienna, w którą wkomponowany jest wyraz "fart" na załączonym obrazku, pokazuje, iż jakaś potężna siła rozwaliła mur. Jako osobie obeznanej z językiem angielskim od dziecka, zawsze kojarzyło mi się to trochę nie bardzo. Czyżby "fart" w tym dziele było onomatopeją, sugerującą, że siła ta, to gromkie (za przeproszeniem) pierdnięcie?

Edit: Właśnie zauważyłam, że pod fartem jest napisane "vege". Jako pół wegetarianki jestem oburzona, wiatry po strączkowych wcale nie są tak silne!


Nawiasem, nie jestem pewna, czy całe to graffiti nie jest pomysłem na szyld sklepu papierniczego, na którym się znajduje. Swego czasu była moda, na wynajmowanie kolegów syna, żeby tak fajnie namalowali nazwę sklepu, bo to przyciągnie młodych klientów. Jeżeli to jednak nie szyld, to zastanawiam się, czy moja interpretacja jest poprawna - czy chodziło o siłę szczęścia (potocznie: farta) przebijajacą nawet najgrubsze mury?

wtorek, 17 kwietnia 2007

Rydla Ghetto

Szczecin, ul. Rydla // foto: madam z.

"Niech pro sun będzie z wami"
Rydla Ghetto, wersja ściany poprawiona (poprzednia wersja- po kliknięciu w linkę), wiosna 2007